Ból nóg przy bieganiu
Wielu początkujących biegaczy skarży się na bóle kostek, piszczeli, łydek lub kolan obawiając się, że mogą one oznaczać coś poważnego. Pytanie o bóle nóg podczas biegania pojawia się tak często, że postanowiłem poświęcić mu odrębny post. Poniżej więc kilka moich uwag, z doświadczenia zebranego przeze mnie samego (mnie bolały po kolei: piszczele, łydki a następnie lewa kostka)
Ból może się zdarzyć, bo jesteś niewysportowany
Bóle nóg zdarzają się bardzo wielu biegaczom, szczególnie tym początkującym. Jeżeli przez ostatnich kilka lat nie chodziłeś nawet na długie spacery, a tu nagle biegając codziennie po asfalcie dynamicznie obciążasz swoje ścięgna i stawy, to jest prawie pewnie, że nie będą sobie z tym dobrze radzić.
Ból nóg u początkujących biegaczy nie jest niczym nadzwyczajnym.
Mimo to jednak, wcale nie znaczy, że jest on dobry. Ból oznacza, że Twoje nogi nie radzą sobie z obciążeniami jakim je poddajesz, co może wywołać poważne kontuzje. Szczególnie uważać należy na bóle stawów, czyli kostek i kolan. Ich urazy goją się często bardzo długo. Nawet jednak bóle mięśni – czyli z reguły łydek lub mięśnia piszczelowego przedniego (odczuwany często jako ból piszczela), oznaczają przemęczenie mięśni, które stają się wtedy bardziej podatne na wszelkie urazy.
Co więc zrobić?
Nie przeciążaj się – czekaj aż mięśnie się wzmocnią
Jeśli którekolwiek bóle nóg dotyczą Ciebie, przede wszystkim unikaj przeciążania się. Twoje mięśnie, ścięgna i stawy będą potrzebowały czasu, żeby się odpowiednio rozwinąć i wzmocnić by umożliwić Ci regularne bieganie.
Do tego czasu biegaj jedynie dopóki ból nie występuje lub ewentualnie jest prawie nieodczuwalny. Gdy staje się znaczący, rób przerwę w bieganiu na czas tak długi, aż ból zniknie całkowicie.
Musisz tu wymierzyć właściwy balans. Ja tego nie zrobiłem i pod koniec 2007 zignorowałem świerzbienie dolnych części łydek, które przemieniło się z początku w lekki a gdy wciąż nie przestawałem biegać – intensywny, piekący ból, który utrudniał mi zwykłe chodzenie i wyłączył z biegania na ponad miesiąc. Nie polecam wam takiego postępowania. Lepiej zrobić przerwę szybciej i dać nogom czas na regenerację.
W czasie odpoczynku, zamiast biegania, możesz chodzić na spacery lub nawet szybkie marsze. Delikatny ruch pomaga regeneracji szczególnie w przypadku bólów mięśniowych (piszczeli bądź łydek), a poza tym utrzyma Cię w dobrej kondycji. Dobry może być też rower lub basen. Wszystkie dynamiczne sporty jednak odpadają – skakanka, tenis itp. Wolny, spokojny ruch, z delikatnym równomiernym obciążaniem nóg będzie jedynym właściwym w tym czasie.
Nie wiem ile zajmie Twoim nogom przystosowanie się do biegania. Zależy to od tego, w jakiej jesteś obecnie kondycji oraz jakie są Twoje szczególne warunki fizyczne. Mi zajęło to w sumie ładnych parę miesięcy. Najpierw miałem pierwszą, ponad miesięczną przerwę, wywołaną moją własną głupotą, po której potrzebne byłby jeszcze chyba ze 3 o długości 1-2 tygodni każda. Potem jeszcze przez długi czas ślizgałem się trochę po bólu. Kiedy zaczynały się jego pierwsze delikatne oznaki, akurat wypadała mi 2 albo 3 dniowa przerwa i w tym czasie wszystko znikało. Trochę to trwało zanim bóle zupełnie zniknęły. No, ale w końcu ważę 100 kilo.
Jeśli jesteś naprawdę ciężki
To jest kolejna sprawa, którą pewnie warto poruszyć. Jeśli jesteś naprawdę ciężki, nigdy nie uprawiałeś żadnych sportów lub po prostu jesteś jedną z tych osób, które mają słabe kości i ścięgna i nogi zaczynają Cię boleć już po pierwszym biegu, zastanów się czy w Twoim przypadku lepszym rozwiązaniem nie byłoby rozpoczęcie ćwiczeń od szybkich marszów. Dobry marsz również spala kalorie i poprawia kondycję, a jest znacznie bezpieczniejszy. Kilka miesięcy regularnych marszy wzmocni Twoje nogi oraz pomoże Ci zrzucić kilka pierwszych kilogramów, trochę je odciążając. Wtedy będziesz gotowy, żeby zacząć biegać.
Jeszcze kilka uwag
- Dobre miękkie buty są absolutnie niezbędne. Amortyzują i zabezpieczają. To jest jedyna część Twojej garderoby, której nie możesz zignorować. Płaskie trampki ani żadne dziwne niby sportowe buty nie zastąpią porządnego buta do biegania z miękką podeszwą. Większość z nich nie wygląda ładnie i kojarzy się z niespecjalnie podziwianą subkulturą, ale są to naprawdę najlepsze buty do biegania, szczególnie jeśli biegasz po asfalcie.
- Bieganie po asfalcie bardziej obciąża stawy niż bieganie po miękkiej nawierzchni. Z drugiej jednak strony, miękkie nawierzchnie są z reguły nierówne i łatwiej skręcić na nich kostkę.
- Rozgrzewka jest bardzo pomocna. Rozruszaj kostki i kolana. Porozciągaj się trochę. Przed biegiem pomaszeruj szybko przez kilka minut. Bieg rozpocznij dopiero, gdy poczujesz, że krew krąży szybciej i już zaczynasz się pocić. Zacznij oczywiście od delikatnego truchtu.
- Zwalniaj powoli. Nigdy nie siadaj od razu po biegu. Najlepiej pobiegać bardzo powoli pod koniec a po biegu chodzić (nie stać w miejscu), przynajmniej przez 5-10 minut, aż oddech całkowicie Ci się uspokoi, a mięśnie w nogach się rozluźnią.
Lekarz
Wiem, że pewnie nikt nie lubi tego słuchać, ja jednak nie przestanę o tym pisać. Wszystkie powyższe sugestie zakładają, że jesteś zdrowy i nie masz żadnych kontuzji. Jeśli podejrzewasz, że bóle nóg w Twoim przypadku mogą być wywołane czymś innym, są wyjątkowo dotkliwe, nie mijają lub po prostu się martwisz o swoje zdrowie, konsultacja z lekarzem jest zawsze dobrym rozwiązaniem, które nie zaszkodzi a może zapobiec wielu niemiłym niespodziankom. Lekarze po to przechodzą ciężkie studia i po to kontynuują naukę po ich ukończeniu, żeby pomagać nam w zmaganiach z problemami z naszym zdrowiem i odpowiadać na pytania, na które my nie znamy odpowiedzi.
Jeśli podobał Ci się ten post, podziel się nim na Wykop, Delicious albo na Flakerze. Będę wdzięczny :)
Wykop! Wrzuć na Flakera Dodaj do Delicious

22 maja 2009 o 13:34
No to ja sobie przerwe zrobie do przyszłej soboty przynajmniej i skocze nad morze na spacer w weekend, bo już mnie trochę nóżki bolą…
22 maja 2009 o 19:02
Ja właśnie robię sobie przerwę. Przetrenowałam stawy,ścięgna czy co to mnie boli. Ból dokucza mi do tego stopnia że postanowiłam iść jednak do lekarza, może nie pomoże ale na pewno nie zaszkodzi, może poleci mi maść, okłady lub coś innego co pozwoli nogom dojść szybciej do siebie.
Błędy zrobiłam zasadnicze. Po pierwsze za dużo na początek. Po drugie złe buty. Po trzecie nie robiłam rozgrzewki tylko po 4 latach siedzenia za biurkiem po prostu wstałam i pobiegłam. Po czwarte jak zaczęły mnie boleć kolana nie przestałam, pomyślałam wybiegam to. Teraz cierpliwie czekam aż ból w nogach ustąpi spacerując po dwa razy dziennie z dzieckiem na spacery. Chociaż nawet te spacery powodują ból w kolanach.
Troszkę zajęło mi zmobilizowanie się i podjęcie w ogóle decyzji “będę biegać”.
Biegam z koleżanką, biegamy zaledwie dwa tygodnie, ale już nie raz była sytuacja że nie ruszyłabym się z domu za żadne skarby gdyby nie to ze pod moim domem o 19.30 już stała Ania. Rzucałam wtedy dzieci, męża, dom, pracę, pranie, sprzątanie, gotowanie i miałam 45 min tylko dla siebie.
Bardzo polecam bieganie parami. Zawsze ta jedna osoba wyciągnie drugą. Samemu to…. dziś mam gości, jutro ulubiony serial, a pojutrze jeszcze coś innego, wymówka zawsze się znajdzie.
Jedno wiem na pewno, nie przestanę. O ile w dwa tygodnie można przyzwyczaić się do biegania to ja się przyzwyczaiłam. To nie tylko ruch na świeżym powietrzu ale odreagowanie stresów.
Za daleko posunęłabym się stwierdzeniem że spodnie ze mnie spadają, ale z ręka na sercu mogę stwierdzić że wprawdzie nie wagowo ale jest mnie mniej:)
Czuję się lepiej, nie denerwuję się tak.
Nie mogę się doczekać aż znów o 19.30 wyjdę z domu pobiegać.
Chciałam jeszcze wspomnieć o diecie. KOCHAM JEŚĆ. UWIELBIAM. Większość osób odpuszcza sobie “odchudzanie się” ponieważ nie dają rady zrezygnować właśnie z ulubionych potraw. Ja nie zrezygnowałam, piję alkohol, jem słodycze, uwielbiam makarony, kocham tłuste potrawy i nie wyobrażam sobie lata bez owoców i deserów.
Jedno co zmieniłam to zaczęłam kontrolować ilość zjadanych rzeczy. Jest to ciężkie, ale nie od razu Kraków zbudowano:)
Za każdym razem kiedy siadam do posiłku, żeby nie wiem jak mi smakowało, gdy tylko poczuję że już się najadłam przestaję. Powtarzam sobie, ZOSTAW, nikt Ci nie zabierze, zjesz sobie później, nie na raz, nie ucieknie. O dziwo pomaga.
W jednym z Twoich postów przeczytałam:
“jedynym wyjściem jest (…) wytłumaczyć sobie samemu, że są w Twoim życiu rzeczy ważniejsze niż kotlet”
Amen
Życzę wszystkim wytrwałości, powodzenia.
Pozdrawiam
Nika
22 maja 2009 o 19:31
Dzięki Macieju, w razie problemów będę wiedział gdzie zajrzeć, bo prawie wszystko jest w jednym miejscu. Mi się również zdawało, że to mnie kość piszczelowa boli, ale zdawało mi się trochę nielogiczne, w przeciwieństwie do bólu mięśnia.
Eh, obiecałem sobie przerwę z powodu bólu, a jednak dalej biegnę (jutro 4 dzień 3 tygodnia) i teraz postaram się zrobić odpoczynek po 3 tygodniu na ten jeden tydzień. Nie wiem, czy się uzależniłem, czy to przez moją postawę do biegania, że żadna wymówka miejsca mieć nie może i biec trzeba, bo to najlepsza inwestycja na przyszłość którą mogę zrobić. Od środy wolne od biegania – na 95%
.
1 czerwca 2009 o 15:47
Niko, życzę powodzenia, i chciałam przyznać rację – w odmawianiu sobie wszystkiego jest ten kopniak, że zaczynasz myśleć, iż nigdy więcej nie poczujesz ukochanego smaku (no bo w końcu się odchudzasz!) i w końcu się łamiesz. I pożerasz.
Ja jestem przy diecie 1000kcal i o dziwo, wcale mnie to jakoś specjalnie nie ogranicza. Wydaje mi się też, że takie RZETELNE PRZELICZANIE KALORII dużo daje – dokładnie wiem, ile jeszcze mogę, a jak mam ochotę na coś “niedozwolonego”, łatwiej mi ocenić, czego w zamian za to nie zjem. Staram się oczywiście różnicować te posiłki.
Powiem Wam, że to całe przeliczanie sprawia mi niejaką przyjemność;D (zobaczymy, jak długo;p)
Pozdrawiam:)
1 czerwca 2009 o 16:45
Marta: widać jesteś osobą bardzo dbającą o dokładność, jeśli sprawia Ci przyjemność przeliczanie tego wszystkiego
. Ja nie mam sprzętu (wagi kuchennej) i chęci na te liczenie, więc zastosowałem się do 10 wskazówek odżywiania (gdzieś na SFD jest – http://www.sfd.pl) i “posłuchałem swego organizmu” – efekty jak widać są oszałamiające, centymetry z brzucha lecą aż miło
.
PS: Przy 1000kcal może być ciężko z zachowaniem masy mięśniowej (przez co możesz zgubić więcej mięśni niż tłuszczu), więc radzę głębiej nad tym pomyśleć, albo po prostu posłuchać co ciało Ci podpowiada
.
2 czerwca 2009 o 14:30
Szczerze mówiąc zwykle z moją dokładnością nie jest zbyt dobrze;p, dlatego zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie; mam słomiany zapał, więc ta przyjemność niedługo pewnie minie;D. Być może faktycznie przemyślę jednak to, co mówisz;-) Te 1000 to nie jest AŻ tak mało, porównując do mojego zapotrzebowania. Zobaczymy.
PS. Ja też nie mam wagi (fakt, przydałaby się), jednak jakoś daję sobie radę, no i zawsze jem mniej, jeżeli wiem, że mogłabym źle przeliczyć (na zasadzie: lepiej mniej niż więcej niż xkcal).
(trwa szukanie 10 wskazówek;d – dzięki za info!)
28 czerwca 2009 o 13:38
pozdrawiam nike i trzymam kciuki. tez biegam dopiero 2 miesiace, jest mi nielatwo, lecz widze juz rezultaty. moja figura staje sie obiektem ‘zyczliwej’ zazdrosci moich kolezanek.zamiast nowych ciuchow sprawiam sobie nowa figure.to moj prezent dla mnie na 50-siate urodziny. jestem szczesliwa. sylwia
25 lipca 2009 o 13:24
ja mam 50 siat lat biegam od 3 miesiecy intensywnie tzn 50 km na tydzien przewaznie 10 km dzienie.i bez zatrzymania..ale przez 1- rok chodzlem zaczelm od 2 km doszlem do 10km dzienie rekord 21 km w 2 god-30.min.az w koncu pobieglem dodam ze wazylem 112 kg.wiec marsz szybki tez byl dla mie meczacy .dzis waze 97 kg.wiec waga powoli schodzi ale to juz 15 kg.czuje sie coraz lepiej.wczoraj pbiegelm kolejny rekord 10 km 200m.w 55 minut.dla mie to wspanialy wynik.jednak dzis bola mie nogi przechodzielm.rozne stadia i etapy.bolu zniechecenia itd.caly czas sie boje ze te 50 km tygodniowo moze mie uszkodzic ze to chyba za mocne obciazenie przy moimwieku i wadze..ale mam taka niebywala chec na bieganie.codzienie ze biegne nawet przy znacznym wysilku fizycznym.dla.mie.tez jest zagadka jak organizm facta 50 letniego.bedzie sie nadal zachowywał.prosilbym kogos o rade jakie buty..bo mam juz 3 pare adidas.clima col.buty sa bardzo dobre ale moze sa i lepsze nie mam wiedzy.wszyscy pisza o butach ale mlo podaja jakie maja byc bo buty to podstawa.bieagania..z mojego doswiadczenia wiem ze niemozna bieagc od razu kiedy sie podejmie decyzje.BIEGAM nalzey po chodzis spokojnie kilka tygodni potem szybki marsz ala korzeniewski potem podbiegac .i itak dalej.to samo jest z jedzeniem wiadomo eliminowac tluszcze ale moze ktos napisze konkretnie co jesc ja jem duzo sera bialego chudego i duzo miodu.zastepuje cukier i slodycze bo bylem moznym łazuchem.i tak se radze zyce wam wszytkim powodzenia
25 lipca 2009 o 14:10
Witam!
Ja biegałam dzisiaj po raz siódmy ale nadal nie mogę biec dłużej niż dwie minuty, ponieważ odczuwam straszny ból w nogach i skurcze.
27 lipca 2009 o 14:32
Witam serdecznie chciałabym się podzielić z moim problemem jestem już bardzo załamana bo wszystko się co jest złe mnie dopada że mam uszkodzony staw biodrowego /podczas ćwiczeń gimnastycznych w Technikum Wychowania Fizycznego 50lat temu który nie nadaje się do operacji / a tyle się słyszy o możliwości operacji stawu biodrowego to kilka miesięcy temu dopadła mnie dolegliwość bardzo bolesna bólu piszczela w tej chorej nodze Czytając wypowiedzi zastosowałam magnez potas i żelazo i nic nie pomogło proszę choć kilka słów napisać może moje załamanie psychiczne się poprawi Pozdrawiam
9 sierpnia 2009 o 20:49
witam, od miesiaca biegam dzien w dzien wedlug planu ktory zostal umieszczony na tym oto blogu, stram sie rowniez od dwoch tygodni szybko chodzic na bierzni (45 min) , wszystko brnie ku dobrej drodze gdyby nie kilka malych ale znaczacych drobiazgow, bole w kolanie, w lydce, pecherze na stopach, bagatelizuje to, bo nie moglabym zniesc mysli ze bylabym zmuszona do zaprzestania z tym wszystkim, co poradzic na bol w lydce? wystarczy jednodniowy odpoczynek? i jeszcze jedno pytanie , co z tymi pecherzami przez ktore praktycznie nie moge chodzic?
9 sierpnia 2009 o 20:50
bylabym zapomniala jestem bardzo wdzieczna za wszytskie informacje umieszczone na tej stronie, bardzo mi one pomogly
9 sierpnia 2009 o 22:32
Iza,
Przecież w planie pisze że najlepiej robić przynajmniej dzień przerwy. Nie forsuj się, tylko jak nogi zaczynają boleć przechodź na marsze, aż ból przejdzie.
Co do odcisków, to może zmień buty na bardziej miękkie.
10 sierpnia 2009 o 16:46
Witam,
Zajrzałam na tą stronkę w wyniku poszukiwania informacji na temat bólu piszczela.Dopadło mnie to jakieś parę miesięcy temu,jednak na tyle znośnie,aby kontynuować treningi,w końcu mam problemy z nawet z chodzeniem,a jak wstanę rano z łóżka ledwo się poruszam.W moim przypadku jest trochę inaczej,ponieważ biegam już od 3 lat,niemalże codziennie 5-8km,i chociaż przeszłam już przez różnego typu kontuzje(okropny ból stopy,nadwyrężone obolałe łydki)to nic nigdy mnie jeszcze nie unieruchomiło na tak długo jak właśnie ból piszczeli.Myślę,że może to być spowodowane zbyt płaskim obuwiem,chociaż ból dotyczy tylko jednej nogi.Nic innego nie pozostaje mi jak przerwać na dłuższy czas biegi,niestety,żałuję tylko,że tak późno zareagowałam,ponieważ jestem uzależniona od biegania,i będzie ciężko tak po prostu odstawić wysiłek.Ile u Was trwał taki odstęp,bo nie wiem na jak długie lenistwo mam się nastawić?mam nadzieję,że noga faktycznie szybko się zregeneruje,bo długo tak nie wytrzymam:(((
Pozdrawiam wszystkich biegaczy;]
15 sierpnia 2009 o 09:07
ja mam ten problem.wszytko mie boli.wczoraj moj organizm przestał.na 8 km pracowac stanełem totalnie stanełem/ja trenuje juz 2 rok.rok maszerowałem.10 km 4 razy w tygodniu.potem zaczelm podbiegac az od 3 miesiecy biegam.2 dni po 10 km jeden dzien odpoczynku. [asfalt].niestety mam 50 lat wazylem 112 kg dzis 97.5 kg i niewiem co robic dalej.poprostu organizm zaprotestował.niechce wspolpracowac.bola mie nogi posladki.mam uczucie ciekich nóg narazie stane na 3 dni basen..ale co mam robic dalej nieweim w internecie tez niewidze jasnych wskazówek..wszyscy pisza wypoczywac.ale do jakiego momentu jak dlugo..chyba pojde do lekarza sportowego ale ..ja mam 50 lat i co taki lekarz pomysli.
21 września 2009 o 20:11
poszłam na przymusowy ze tak powiem trening za namową ale dawno nie trenowałam do tego w międzyczasie przytyłam więc ważę za dużo i jestem za ciężka – chodziło o siatkówkę no i nadwyrężyłam sobie kostki chyba bo od dwóch miesięcy chodzę i utykam a jedną to wtedy prawie ze nieomal skręciłam, no i nie mogę chodzić , nawet na leżąco bolą , ból czasami promieniuje ponad kostkę , co ja mam zrobić powinnam się odchudzać ,trochę się boję z tym odchudzaniem , dodam ze biegi odpadają , mam płąskostopie i krzywy kręgosłup , no i jestem po operacjach pewnych także ja nie mogę tak wyczynowo dzisiaj albo może czegoś nie wiem. Czyt o minie z tymi kostkami czy mam coś z tym zrobić – niech mi ktoś powie
22 września 2009 o 19:47
Alicja – jeśli kostki bolą od 2 miesięcy pomimo iż ich nie przeciążasz, to chyba powinnaś pójść do ortopedy.
25 września 2009 o 14:32
uuu to i mnie dotyczty:/ ruchu mi nigdy nie brakowalo ale moze dzienne bieganie to za duzo:/ ale jak przestac hehe nie jestem jakims super biegaczem o nie po prostu przyzwyczajenie….
9 listopada 2009 o 20:01
witam serdecznie.postanowilam ze bede biegac.juz od 2 tyg stram sie jak moge.na pocztku bylo bardzo ciezko ale po przeczytaniu paru wypowiedzi na forum zdalam sobie sprawe ze biegalam za szybko.nie naleze do cierpliwych.mam nadzieje ze wytrwam w swoim postanowieniu.Chce sobie poprawic figure i kondycje,dotlenic sie.Mimo ze od 18 lat jestem bardzo aktywna osoba(tancerka) bieganie uswiadomilo mi ide jeszcze przede mna.Co do bolu nog.Uwazam ze 80%to lekcewazenie rozciagania.
Na bol lydek polecam chociazby skon w przod,staly bez “pompowania” a jesli to za malo to pozycja z yogi pies z głowa w dół http://www.joga.net.pl/strona.php?8455
Na piszczele z kolei dziala(na mnie) rozciagniecie http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?t=783 rysunek 2 arch bending. Oczywiscie na poczatku mozna robic to na stojaco jedna noge i na zmiane.Mi pomaga.
pozdrawiam i zycze sukcesow.
ola
12 listopada 2009 o 12:13
Przede wszystkim bieganie to jedna z najcięższych form ruchu.
Po dłuższym przestoju nie należy zaczynać od biegania.
Mam 35 lat i 175 wzrostu.
W maju 2009 moja waga zaczęła przekraczać 100kg.
(Przestój około 15 lat na naukę, pracę i ‘brak czasu sport’)
Kształt mojego ciała i komentarze bliskich wywołały we mnie chęć na zmianę stylu życia.
Postanowiłem, że zaczynam powrót do sportowego życia od urlopu w polskich Tatrach.
W czerwcu 2009 zacząłem jeździć co drugi dzień na 16km wycieczki w coraz większym tempie.
2 tygodnie przed urlopem zacząłem na tą trasę chodzić też pieszo co kilka dni zamiast na rowerze.
Od 6 do 17 lipca wyjechałem w Tatry do Zakopanego.
Z racji, że to początki, wybrałem sobie nie najdłuższe wyprawy z przerwami co 3 dni. Zawsze brałem 1 kij amortyzujący aby odciążać stawy przy schodzeniu.
Zaliczyłem Świnicę, Rysy i parę niższych gór w Tatrach.
Po Rysach stawy bolały strasznie ale po dniu przerwy doszły do siebie.
Po urlopie waga spadła mi do 95kg bez ograniczeń w żywieniu co uznałem za sukces.
Po urlopie postanowiłem nie przestawać jeździć na rowerze. Niestety nie przynosiło to już zauważalnego spadku wagi.
Zacząłem rozmawiać o swoich osiągnięciach i chęci treningów z kolegami.
W połowie sierpnia znalazł się pierwszy chętny, który twierdził, że lubi szybkie i dalekie wycieczki rowerowe.
Zaproponował, że razem zaczniemy jeździć na około 40 kilometrowe wycieczki 2 do 3 razy w tygodniu po pracy z kąpielą w jeziorach po drodze.
Na początku przeraziłem się troszkę takiego wydłużenia odległości ale, że z kimś raźniej, to zgodziłem się.
Jeździliśmy tak razem do połowy września aż zaczęło się robić za szybko ciemno i nasze wycieczki trzeba było skracać.
Początek września – pomiar wagi i kolejny sukces – 90kg
Z racji krótkich wieczorów i braku zauważalnego dalszego ubytku wagi postanowiłem włączyć nowy element.
Marszo-biegi na odcinku około 8km wokół jeziora raz do 2 razy w tygodniu a jazdę na rowerze zmniejszyć do jednej lub dwóch na tydzień.
Zacząłem też po takim wysiłku dołączać ćwiczenia na wysiłek mięśni brzucha.
Połowa listopada – marszo-biegi na około 6 km 4 do 5 razy na tydzień.
7 listopada – pierwszy marszo-bieg na 10 km z dużą przewagą biegu.
Zaczął mnie niestety boleć po nim staw nad udem ale dzień przerwy je zregenerował.
Pomiar wagi – 86kg !!!
10 listopada – pierwszy bieg na 6,5 km bez żadnej przerwy.
Zacząłem odczuwać ból w górnej części piszczeli tuż pod kolanem.
Mam nadzieję, że nie przegiąłem i przejdzie
Uff – ale się rozpisałem
Ten opis przekazuję dla Was – mam nadzieję, że zachęci wiele osób do takiej metody odchudzania.
Widać w nim jak przez kilka miesięcy przygotowywałem stawy i mięśnie do biegania.
Jak widać – można w 5 miesięcy schudnąć 14kg nie zmieniając wcale diety
NIE MOŻNA NIESTETY ZACZYNAĆ OD BIEGU BO TO MOŻE SPOWODOWAĆ POWAŻNE USZKODZENIA STAWÓW.
Co do wypowiedzi poprzedniczki o diecie 1000 kalorii:
moim zdaniem większej głupoty nie ma jak to stosować.
Organizm ludzki musi być odżywiany wystarczająco.
Ta dieta odchudza ale i wyczerpuje organizm.
Kończy się to efektem jojo lub popadaniem w anorektyzm.
Oprócz tłuszczu zanikają również mięśnie i w efekcie coraz trudniej wykonywać jakikolwiek ruch. Nie zapominajmy, że są też pozostałe narządy, które wymagają regeneracji.
Zdecydowanie nie polecam.
28 grudnia 2009 o 23:53
witam! na 50-tkę zafundowalam sobie porządne buty do biegania, mija wlasnie 4 misiąc moich zmagan z tym ekstremalnym sportem.Początki byly straszne,150m to olimpijski dla mnie dysyans! Dziś przebiegam około 10 km,a wpasie bez wspomagania dietą ubyło mi 5 cm. Kontuzje niestety i mnie nie ominęły dotkliwy ból kolan unieruchomił mnie w domu na 2 tyg.Staram się zachowywac 1-2 dniowe przerwy w bieganiu,w tym czasie chodzę na szybkie spacery i basen. Pozdrawiam wszystkich biegaczy, dzięki za super stronę.
25 stycznia 2010 o 11:04
Witam ,ja rowniez nie wiem co robic ,biegam wg schematu podanego w internecie (marsz ,bieg,marsz bieg i tak przez 30 min)oczywiscie wczesniej rozgrzewka 20 minut samego marszu
Mnie tez wysiada kolano,zastanawaim sie czy dobrze robia biegając :
pon,wt,śr -bieg
czw.-wolny
pt- bieg
sobota -rower
ndz -wolna
czy to oby nei za duzo?? lubie to co robie ,ale moje kolanmi mina to nie “pozwala”
Bylam u ortopedy ,zapisal mnie na zabiegi “jonoforeza” czy cos takeigo i Mt,na pocztaku ylo ok, ale kolanko dalej dokucza,co robic????