Co zrobić, gdy dałeś plamę w odchudzaniu?

Co zrobić, gdy dałeś plamę w odchudzaniu?

Powoli mija drugi tydzień mojego planu odchudzania. Najwyższy więc czas, żeby powinęła mi się noga. Tak właśnie stało się wczoraj. Wróciłem do domu jak zwykle i po obiedzie byłem na około 1800 kaloriach z miejscem jeszcze na małą przekąskę wieczorną.

Niestety... Moja druga połówka, która ogólnie bardzo wspiera mnie w odchudzaniu i pisaniu tego bloga i której jestem za to niezwykle wdzięczny, zrobiła sobie racuchy (ona jest z tych chudych jak patyk szczęściarzy, co to chyba nigdy nie utyją). Ja natomiast, nie potrzebowałem wiele czasu, by nagle znaleźć samego siebie wcinającego chyba z szóstego racucha z cukrem pudrem udając jakbym w ogóle nie był na żadnej diecie. Tak się objadłem, że nawet się już nie starałem liczyć kalorii – tylko bym się chyba zestresował i pogrążył.

Do tego, skoczyłem do sklepu po butelkę wina i wypiliśmy ją oglądając jakiś film – to znaczy moje dziewczę wypiło kieliszek a ja resztę butelki. Zawsze mi przez to głowę suszy, że pijak, że mnie :) Winko, wprawdzie dobre na trawienie, dodało oczywiście co nieco do mojego zaawansowanego już kalorycznego maratonu. Dramat.

Co teraz zrobię?

Co teraz zrobię, żeby jakoś odpracować ten zmarnowany dzień? Odpracuję jedząc mniej? Wybiegam na siłowni i wypływam pokonując dodatkowe dystanse? Nie. Nie zrobię NIC. Nie kiwnę nawet palcem. Uśmiechnę się może nad swoją słabą ludzką naturą, która samą siebie potrafi wykołować i to w ciągu mniej niż 14 dni. Poza tym nie zrobię nic. Dziś wstałem i zjadłem zwyczajne śniadanie, znów liczę kalorie i realizuję mój plan jakby wczorajszy dzień się w ogóle nie zdarzył. Swoją jednodniową klęską zupełnie nie będę się przejmował.

Dlaczego? Poniżej wyjaśnienie.

Dlaczego nie warto przejmować się chwilową porażką w odchudzaniu

  1. Chwilowa porażka musi się zdarzyć. Nie ma prawie najmniejszej szansy, żebyś był w stanie odchudzać się idealnie i trzymać dietę zgodnie z planem bez przerwy. W ciągu tak długiego okresu jak np. rok, zawsze zdarzy Ci się dzień, w którym zjesz zbyt wiele, ba nawet objesz nieprzyzwoicie. Jesteśmy ludźmi, nie robotami.
  2. Jednodniowa porażka ma naprawdę niewielki wpływ na odchudzanie. Wprawdzie Twój wygłodniały organizm będzie się starał złapać każdą kalorię, jednak tak naprawdę nie jesteś wstanie przytyć znacząco w ciągu jednego dnia. Jeżeli będziesz konsekwentnie realizować swój plan odchudzania, takie porażki, o ile niezbyt częste, nie przeszkodzą Ci w osiągnięciu zgrabnej sylwetki.
  3. Jeden taki dzień pomoże Ci trochę odpocząć. Stałe utrzymywanie diety może okazać się męczące. W końcu cały czas żyjesz na poziomie kalorii poniżej swojego zapotrzebowania. Poza tym męczysz się psychicznie: tego nie można, tamtego nie można oraz brak uczucia prawdziwego porządnego najedzenia. Taki dzień może więc okazać się dobrą przerwą, w której organizm trochę odsapnie a i Ty zrelaksujesz się trochę.
  4. Możesz ten dzień wykorzystać, aby nie powtarzał się zbyt często. Wieczorem oraz następnego dnia z rana zastanów się, czy to, że tak sobie poszalałeś naprawdę sprawiło, że czujesz się lepiej? Czy naprawdę tak super się jadło? Czy jak byś miał dziś możliwość powtórki, to byś się na nią zdecydował – czy te przyjemności, które znajdujesz w jedzeniu naprawdę są takie ogromne, że warto dla nich żyć z nadwagą? Odpowiedzi na te pytania pomogą Ci następnym razem jak zaczniesz tracić kontrolę. Pomyśl wtedy o nich i a nóż przeważą szalę i uda Ci się uniknąć kolejnej porażki.
  5. Nadmierne przejmowanie się doprowadza do stanów depresyjnych i utraty wiary w swoje możliwości. Zbyt mocno skupiając się na jednym dniu, zapominamy przez jak wiele dni odnosiliśmy sukcesy. Bardzo łatwo wtedy uwierzyć, że nigdy nam się nie uda i ogólnie jesteśmy do niczego. To zła postawa. Trzeba optymistycznie patrzeć w przyszłość wierząc, że każda porażka uczy nas jak uniknąć następnej. Stajemy się silniejsi i mądrzejsi, nie gorsi.

Ale ale, nie ma tak łatwo..

Po wypisaniu powyższych plusów porażki w odchudzaniu, możesz czuć ochotę, żeby pobiec do lodówki i „mieć dziś porażkę”. Zanim to jednak zrobisz pamiętaj, że porażka to porażka. Powyżej opisałem, dlaczego nie powinieneś się nad sobą użalać oraz jak najlepiej wykorzystać taki gorszy dzień, prawda jest jednak taka, że każdy dzień odstępstwa od diety, to dzień stracony oraz dzień bardzo ryzykowny – porażki mają tendencję do przedłużania się na dwa dni, trzy itd. Aż nagle znów nie możesz wcisnąć się w spodnie.

Uważaj więc, aby:

  1. Takie porażki nie zdarzały się za często. Raz na tydzień to zdecydowanie zbyt duża częstotliwość. Ja zamierzam nie dopuścić do następnej przynajmniej w tym miesiącu.
  2. Żadna porażka nie może trwać dłużej niż jeden dzień. W porządku, zgubiłeś się, objadłeś słodkościami i zupełnie straciłeś panowanie. Trochę szkoda – ten dzień stracony. Nie pozwól jednak, żeby przez to Ci uciekł następny. Wstań rano i zjedz dietetyczne śniadanie, obiad, podwieczorek itd. Jeśli ten dzień przejdziesz pomyślnie – jesteś znów na dobrej drodze i znów z każdym dniem nabierasz rozpędu na swojej drodze do szczupłej sylwetki.

Pozdrawiam was Serdecznie,

Krzyś – wczoraj przegrany, a dziś znów stający na nogi.

Komentarze

Portret użytkownika Agata

Hej Masz racje Jedna wpadka to nic takiego, baaa..nawet dwie nie przyczynia sie do przytycia Wieadomo, brzuch chwilowo wiekszy, uczucie ciezkosci, psychiczny dol;)Jesli liczysz kalorie to pamietaj ze do przytycia o 1 kg potrzebujesz pochlanac i nie spalic po tym ;)7000 kcal ....Powodzenia

Portret użytkownika Ewelina

Zgadzam się w 100%. Ja dziś przeszłam porażkę, ale mam nadzieję, że dam radę. Niestety ważę już o 1kg więcej przez to obżarstwo... :/

Portret użytkownika Sophie

Właśnie przeżyłam swoje Waterloo: dwa wafelki, 6 kostek czekolady, 3 michałki...jeszcze mi z tym dobrze, ale za godzinę pojawią się wyrzuty sumienia. Przeczytałam wszystko, podniosłeś mnie na duchu, jutro wracam na pole bitwy:)dziękuję

Portret użytkownika Monia

he miałam taki dzein własnie dzisiaj : zjadłam 2 obiady boo w sql byly nalesniki z bananem : mmmmniam pyycha-i teraz zaluje:( i pozniej w domq jeszcze z 4 ciastka: ale UWAGA pozniej nic nie zjadłam ii na koncu biehgi:_)

Portret użytkownika Aneczka

Troche nie zgodze sie z autorem tekstu, poniewaz uwazam,ze nie ma nic cudowniejszego niz elastyczna dieta,dzieki ktorej potrafmy utrzymac zdrowy styl zycia, ktory wypracowalismy wczesniej.Na odstepstwa mozna a nawet trzeba sobie pozwalac o ile jest to kontrolowane i swiadome,trzeba je uwzlgednic w bilansie energetycznym. Ja nie potrafie zrezygnowac ze slodyczy, wiem ze w znaczcy sposob spowlaniaja odchudzanie.Ale co z tego? Zjem cos slodkiego i po godzinie zaczynam intensywny trening.Nie siedze, nie pozwalam sobie zrobic NIC cwicze chocby troche.I nie uwazam,ze nie ma to sensu i ze sobie juz w ogole pozwalam na folgowanie. Ale tez nie do przesadyzmu.

Trzeba pamietac ze ruch potrafi spalic te dodatkowe kalorie i mimo iz tego dnia nie schudniemy tyle co w zwykly normalny dzien kiedy szlo nam dobrze,to wiedzac iz spalilismy te kalorie nie odloza sie a to juz polowa sukcesu. Warto sobie taki system wypracowac, a to dlatego ze czesto ludzie pozwalajac sobie na odstepstwa katuja sie tym pozniej i naprawde zaczynaja sie sampograzac przerywajac diete. A nie o to chodzi. I wiem to z wlasnego doswiadczzenia, a wystarczy tylko wiecej sie ruszac tego dnia i zjesc mniej jezeli czeka nas nastepny posilek.

Ja?Pozwalam sobie na wiele odstepst.Sa one swiadome.Nie mam wyrzutow.Jestem tylko czlowiekiem. Ale wiem,ze wroce do diety nastepnego dnia, cwiczen nie przerwe i wem,ze bede dalej chudla. Nie ma sensu zmuszac sie do czegokolwiek. WYDAJE mi sie,ze zdrowy styl zycia powinien byc przyjemnye, a nie kojarzyc sie z katowaniem i z odmawianiem sobie wszystkiego. I tak bede uwazac ui trzymac sie tego,ze RUCH,RUCH stopniowe zwiekszanie go to klucz do sukcesu. Zatem dziewczyny nie przejmowac sie tylko jak cos sie zjadlo to po prostu wiecej cwiczyc. I nie dac sie wyrzutom bo to droga donikad:)

Portret użytkownika Smutna

Cóż Aneczko, ja zgadzam się całkowicie z tym, że zdrowy styl życia powinien być przyjemny, jak najbardziej to co napisałaś jest trafne a do tego miło się czyta..hmm podpisałabym się pod tym gdybym tylko mogła:( niestety muszę z przykrością stwierdzić, że MÓJ zdrowy styl życia kosztuje mnie zbyt wiele wysiłku, dla mnie jest to naprawdę katowanie sie a gdy zjem za dużo wtedy deprecha przez dwa dni..:/ nie umiem sobie z tym poradzić, jestem na diecie już jakieś 3 tyg. od 2 tyg. porządnie trenuje (bieganie) i nie widze u siebie żadnych efektów poza bardziej ROZBUDOWANYMI ŁYDKAMI co u kobiety nie jest porządane..przykro mi to napisać, ale moim zdaniem każde odstępstwo od diety jest krokiem do tyłu albo nawet kilkoma krokami w tył jeśli chodzi o zgrabną sylwetkę. Wiem, że jest wiele takich osób jak ja, które po zjedzeniu zbyt dużej ilości słodyczy (albo ogólne przejedzenie) potrafią momentalnie utyć także nie ma tu reguły. Tutułując się Smutna, pozdrawiam wszystkich, Krzysiu zazdroszczę nastawienia i samodyscypliny po "porażce"..:) bardzo mi to imponuje- jak również cała ta strona.

Portret użytkownika Aneczka

Smutna mialam dokladnie to samo.Karmilam sie takimi przekonaniami,ktore najzwyczajniej w swiecie oslabialy moja motywacje i chec do dzialania w tym przedmiocie. I tak wyszlo,ze przez dwa lata!! walczylam z soba,nie wierzylam w to,ze mi sie kiedykolwiek uda,WYDAWALO mi sie,ze robie przeciez wszystko w porzadku a nie ma efektow,wiec na pewno jestem skazana na bycie gruba i nic sie nie zmieni. Rowniez odchudzanie kosztowalo mnie duzo wysilku szczegolnie psychicznego,tak bardzo chcialam schudnac, tak bardzo czekalam na efekty i tak bardzo brakowalo mi cierpliwosci. Angazowalam sie przez dw atygodnie po czym jak widzialam,ze nie bylo efektow w akcie depresji szlam do sklepu po ciastka i sie objadalam i siedzialam,siedzialam,siedzialam.Po prostu depresja.Wydawalo mi sie,ze juz nic wtedy sie nie zmieni.

Odchudzanie to glownie nastawienie do jedzenia do cwiczen. Ja tym razem nie czekalam na efekty,po prostu chcialam cos zmienic.Wiedzialam,ze jezeli nie schudne to chociaz bede miala odzywionyorganizm jezeli bede dostarczala mu dobrych kalorii, dotlenie umysl jezeli bede duzo sie ruszala,pozniej sie zestarzeje bede pelna wigoru,zdrowa sprawna... I tak dzien do dnia az efekty zaczely przychodzic.Bo taka jest prawda,ze potrzeba czasu az organizm sie przestawi.Na pocztku sa one malo widoczne,ale prawda jest taka,ze tkanka tluszczow aprzy duzej nadwadze jest zlozona z faldow i po prostu stopniowo znikaja komorki tluszczowe na zasadzie "kropelka do kropelki" byleby robic tak aby ta kropelka do kropleki codziennie znikala. No i tak sie stalo,ze po ponad pol roku czasu jestem szczupla osoba. Bez presji,bez niczego.Mozna?Mozna! A uwierz mi tez przez dwa lata walczylam z soba. Wiec jedyna droga jest zmiana stylu zycia,bo wszedzie to podekreslaja,ze potrzeba konskwencji,wytwalosci i cierpliwosci,bo to co sobie zmagazynowalas to nie efekt dwoch tygodni lecz lat niezdrowych nawykow. Wiec nie mozna oczekiwac,ze jak sie w koncu wzielas i ogarnelas to efekty przyjda na drugi tydzien.Na pocztku jak sie odchudzac to organizm ptorzebuje CONAJMNIEJ miesiaca.

Portret użytkownika hipopotamek

witaj Aneczko. gratuluję że tobie udało już się schudnąć, że byłaś wytrwała i systematyczna. zazdroszczę ci. ja nie potrafię się zmotywować, nawet nieuchronny rozpad mojego małżeństwa z powodu m,in. mojej wagi nie potrafi mnie zmusić do diety. nie umiem się przestawić ciągle w głowie mam jedzenie, słodycze. skąd wzięłaś siłę i samozaparcie? ja jestem zdesperowana nie umiem schudnąć na dłuższej diecie przychodzi w końcu taki dzień że mi się po prostu odechciewa odchudzania. nie wiem ja sobie przegadać że to dla mojego dobra, zdrowia, jak się przestawić na właściwe "tory". jeśli wiesz jak to zrobić to proszę podpowiedz mi bo ja już nie wiem co mam zrobić. pozdrawaim

hipopotamek

Portret użytkownika tajna

No i ja dziś przeżywam wpadkę :) taką trochę inną - nie chce mi się ćwiczyć - z mojego normalnego 38 treningu zrobiłam 8 minut tak jestem leń :) Trzymajcie kciuki, za to, żeby to nie była porażka totalna ;)

Portret użytkownika Asia

Ja ma rade dla wszystkich, ktorzy zgrzeszyli.

1. Suszone sliwki popijane kefirem albo 2. Napar z dwoch torebek senesu, wypite na goraco.

Im ciezszy byl wasz grzech, tym to bardziej odczujecie nastepnego dnia. Ale nie mozna przesadzac zeby nie rozregulowac metabolizmu. Ja stosuje takie oczyszczanie raz na dwa/trzy tygodnie.

Portret użytkownika lola

dziękuję, podniosłeś mnie na duchu, odchudzam się 12 dzień i właśnie skoczyłam objadać się faworkami.. jutro jest nowy dzień i znów mi się uda, wielkie dzięki!

Portret użytkownika DeathEnder

Co do takich pojedynczych grzeszków chciałbym dorzucić swoje 2 grosze. Takie wpadki są co jakiś czas jak najbardziej wskazane. Mało tego - ośmielę się napisać, że nawet powinny być zaplanowane z góry. W którejś wypowiedzi autora wyczytałem, że jeżeli przechodzimy na ujemny bilans energetyczny to organizm także się przestawia na taki "tryb" I o to w tym chodzi. Organizm nasz szybko się przyzwyczaja to tych zmian i nagle zaczynamy tracić mniej niż dotychczas. Dlatego właśnie wskazane jest, żeby od czasu do czasu "oszukać" organizm jedząc inaczej niż on już się do tego "przyzwyczaił". Właśnie dzięki takim zabiegom nasz organizm nie będzie w stanie się zaadoptować szybko do nowych warunków i nie popadnie w stagnację. Więc wszyscy, którzy mają takie jednodniowe wpadki niech się tym nie przejmują i niech wiedzą, że taki dzień nie jest z góry przegrany. No chyba, że rzeczywiście to obżarstwo było jakieś gigantyczne - powiedzmy z 5000 kalorii. Wtedy to już jest duża przesada. Pozdrawiam -DE

Portret użytkownika madziulina

DeathEnder swieta prawda:)), czytalam kiedys artykul, ze warto czasami zaserwowac sobie cos kalorycznego by zmusic "rozleniwiony" dieta zoladek do szybszego trawienia i szybszego spalania zbednej tkanki tluszczowej i oczywiscie nie mowimy tu o kalorycznych bombach, moze byc to grubszy plaster zoltego sera, krakers z maslem orzechowym czy wlasnie maly racuszek;).

Portret użytkownika miro

prawdziwa dieta nie zna "chwil słabości". cały czas się uczę dlatego też między innymi czytam ten blog. uważam że jest bardzo dobrze opracowany. szkoda, że juz po 2 tygodniach właścicel blogu ulega takim pokusom, to trochę wprowadza w błąd osoby "planujące" ponieważ mogą sobie wmówić że tak można i to nic takiego...można ale po 4 miesiącach. ja walczę z kg, w tej chwili ważę 97 kg ale jeszcze 3 miesiące temu 112 kg - w tym okresie nie miałem "chwil słabości" - trzymałem się sztywno planu i trzymam nadal.

Portret użytkownika Ewela

Ach te wpadki-nie są mi obce.Od 6 m-cy walczę o szczupłą sylwetkę.Do tej pory mam już za sobą 30 kg.Cieszę się bardzo iuważam to za wielki sukces.Przede mną jednak długa walka i czasami miewam chwile zwątpienia.Bywają dni ,gdy wszystko idzie OK ,przychodzi wieczór i...no właśnie nie wiedzieć czemu daję się ponieść mojemu strasznemu uzależnieniu.Tak -uważam ,że jestem uzależniona od jedzenia.Niby nie jestem głodna a jednak idę do lodówki i pochłaniam co się da.W chwilę po tym przychodzą ogromne wyrzuty sumienia i kac moralny trwający kilka dni.Jednak moje wpadki nie przedłużają się (tak jak bywało dawniej) i zaraz następnego dnia potrafię wrócić na odpowiednie tory.To samo dotyczy ćwiczeń -nieraz zupełnie nie mam na nie ochoty.Zmuszam się wówczas i mówię sobie,że poćwiczę chociaż 15 min.Mija ten mój kwadrans i nagle nie wiedzieć czemu mam ochotę na jeszcze i jeszcze....Koniec końcem ćwiczę te moje 45 min po czym jestem niezmiernie szczęśliwa.I chyba w tym tkwi tajemnica sukcesu.Trzeba pomimo wpadek i gorszych dni wracać do założonego planu i wytrwale dążyć do celu.Przy większej otyłości należy wbić sobie do głowy ,że to wszystko potrwa rok albo nawet dwa i uzbroić się w cierpliwość.Najlepiej przetłumaczyć sobie ,że to jest zmiana stylu życia i ,że tak będzie już zawsze a zgubienie wagi to taki " cudowny efekt uboczny".Przecież nasza walka nie skończy się wraz z uzyskaniem wagi należnej.Póżniej należy walczyć o utrzymanie jej ,co wcale nie jest proste.

Portret użytkownika ewelina474

Gatuluje takiej utraty wagi!!!

Bardzo madrze napisane!!!

Portret użytkownika Aga

od wczoraj przeżyłam drugą woadke. Czuje się okropnie... przeczytałam ten tekst i wraca mi wiara w to że dam rade i będę szczupła. Wiem że zrobiłam źle ale od jutra wracam na pole bitwy i tak szybko nie dam się z nigo zżucić... Trzymajcie kciuki. Pozdrawiam wszystkich odchudzających się. Powodzenia.

Portret użytkownika Sara

Masz racje znam takie porazki, ale najwaniejsze by nie powtarzac tego błedu...;))

Portret użytkownika GRUSZKA

wydaje mi się, że raczej temat dotyczy tych których życie nie kręci się w okół tależa. Podczas diety zaostrza mi się obsesja jedzenia. Jestem wiecznie głodna. Podejrzewam, że to nie normalne. CZytałam gdzieś o kompulsywnym objadaniu się. Podczas mojej 2- letniej diety, "musiałam" raz w tygodniu najeść się, gdzie jeden główny posiłek trwał ok.2-3 godziny... Im bardziej jestem "nie w sosie" tym mocniej chcę jeść. A na diecie jestem "nie w sosie"... bo nie mogę jeść Dla tego tak bardzo chce mi się jeść... Błęne koło... Chyba poszukam jakiejś grópy wsparcia anonimowych obrzartuchów- poważnie!

DOCENIAM TO CO JUŻ OSIĄGNĘŁAM!!!

Portret użytkownika K.

Brawo brawo Szanowni Panstwo :) Widzę, że nie tylko ja mam podobny problem. Mam 170 i ważę jakieś 63 kg. To pewnie nie tak duzo, ale.. chciałabym jeszcze mniej. Tyle, że mechanizm, który mną "rządzi" (inaczej tego ująć nie można w tej chwili) jest powoli chory... i sama sobie z nim nie radzę. Każdy kawałek czegokolwiek = ogromne wyrzuty sumienia. Nie potrafię sobie z nimi poradzić - nawet uprawiając sport - niemal codziennie. I co Wy na to? Nie doprowadzajcie się do takiego stanu.... bo nie warto. Początkowo to świadoma dieta... a później? Cóż. Pozdrawiam i ... szanujcie swoje zdrowie... bo ja już musze je RATOWAĆ.

Z pozdrowieniami,

K.

Portret użytkownika wielorybka14

Dziękuję.. Ten blog mnie wyciąga za uszy z depresji ! Naprawdę, wystarczy, że pójdę i zjem cokolwiek rzadko zbędnego, to wpadam w kompletny chaos i siadam i się lekko załamuję ;p ale przynajmniej teraz wiem, że niewarto opuszczać głowę !

Portret użytkownika ewelina474

Moj maz mnie wspiera, ale na swoj sposob i jesli mowie przez caly dzien, ze mi sie sni po nocy pizza to idzie  ja w koncu kupic zebym tylo nie byla smutna :( A dla mnie to dodatkowe cierpienie, ktorego moj malzonek nie rozumie :(

W sumie spadlo mi juz,a moze dopiero 7-8kg w 1.5 m-ca. Czasem na silowni chce mi sie juz plakac :(

Dzisiaj mam jakis krytyczny dzien :( Zjadlam buleczke z szynka i 3 michalki :( Zle sie z tym czuje, poniewaz wiem ile czasu na silowni musze spedzic zeby sie pozbyc tych kalorii :(

Siedze i placze, bo czuje ze uchodzi ze mnie duch walki, a zostalo mi do zrzucenia 9kg, a w sumie 14kg :(

Portret użytkownika Jacek

Nawet jeżeli dało się plamę to nie należy się za żadne skarby załamywać i porzucać diety. 

Jacek, były grubas.

http://dieta-balona.blogspot.com/

Portret użytkownika Maruda

U mnie nieprzejmowanie sie ie działa. Jezeli na nastepny dzień po obrzarstwie nie zrobie dła głodówki to po ptokach - nie wytrzymie i znów sie nażre. i to wiecej niz dzień wczesniej. jednodniowa głodówka po obżarstwie pomaga ponownie obkurczyc żoładek i zbic łaknienie.

cóz, kazdy organizm inny

Wredna, marudząca mizantropka

Portret użytkownika wielorybka14

Ja własnie dałam taką plamę - tylko że od hm... 3 tygodni jest tak, że nie tyję ani nie chudnę. Od poniedziałku staram się wyhaczyć wszystko, co jest nie tak i znów patrzec jak chudnę w oczach :D

Portret użytkownika Endżi

Jestem dziś właśnie na porażce ;-(

W ciągu 3 tygodni zdarzyła mi się druga. Ale co mnie ratuje...to pomimo chęci wrzucenia do pieca, wybieram jednak zdrowsze pokarmy. Chyba zaczynam lubić warzywka, owocki i dobre cukry :-) Przekroczyłam limit dzienny na pewno, ale czuję, że jestem silniejsza, no i szkoda już tych 5 kg mniej... Pozdrawiam łasuszki 

Komentuj

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.