Co i komu mówimy o swojej diecie
Mam do was, moi drodzy czytelnicy, dziś pytanie raczej niż radę. Komu i co warto mówić o swojej diecie. Założę się, że ludzie podchodzą do tego w bardzo różny sposób. Niektórzy z nas rozpowiadają o niej wszem i wobec, a niektórzy w ogóle się nie przyznają. Trochę dziś porozważam na ten temat, ale tak naprawdę to jestem po prostu ciekaw Waszych komentarzy.
Dlaczego warto chwalić się dietą
Można uzyskać wsparcie
Jeśli ludzie wokół Ciebie wiedzą, że jesteś na diecie, możesz uzyskać ich wsparcie. Jeśli są wyrozumiali – nie będą częstować Cię czekoladką, a wybierając restaurację na wspólne spotkanie, wybiorą taką, w której można zjeść coś lekkiego.
Dodatkowo, może się zdarzyć, że ktoś będzie chciał do Ciebie dołączyć i będziecie mogli odchudzać się wspólnie, albo nawet w większej grupie, co może mieć doskonały wpływ na motywację.
Korzyści są szczególnie duże, jeśli podzielisz się tym, że jesteś na diecie z domownikami. To oni z reguły mogą najbardziej namieszać w Twojej diecie jeśli o niej nie wiedzą, kupując słodycze lub piekąc ciasta, oczekując następnie, że je z nimi zjesz. Jeśli wiedzą, że jesteś na diecie, to może zamiast przynosić czekoladę do domu, wpałaszują coś po drodze, żeby jej widok Cię nie kusił. Tak tak – ja mam domownika, który stosuje właśnie taką strategię.
Nie musisz emm hmmm.. „ściemniać”
Jeśli nie powiedz domownikom… Wyobraź sobie, że ktoś zorganizował tort na czyjeś urodziny. Każdy znający Cię domownik przy zdrowych zmysłach zacznie coś podejrzewać, gdy on sam będzie zajadać się urodzinowym tortem, którego Ty nie chcesz ruszyć. Pozostanie Ci co najwyżej słabe: „Eeee…jestem pełny po obiedzie… a ten krem wygląda na trochę… emm.. no.. yyy.. Może ktoś chce herbaty? – pójdę i zrobię!!!!”
Tak szczerze, to wydaje mi się, że domownicy prędzej czy później i tak się zorientują, więc raczej nie polecałbym ukrywania się przed nimi. Ale ale – jak pisałem powyżej, ciekaw jestem Waszych opinii. Może po prostu moi domownicy mają żyłkę detektywistyczną..
Na podobne problemy można natknąć się też w pracy. Jeśli zawsze chodziłeś z kolegami na lunch do pizzerii albo na hamburgery, Twoja propozycja żeby odwiedzić bar sałatkowy może się spotkać z co najmniej pytającym uniesieniem brwi.
Jak wyjdziesz ze swoją dietą na świat, przynajmniej nie musisz ściemniać.
Motywacja
Palaczom rzucającym palenie zaleca się zobowiązanie się do zaprzestania tej czynności w obecności jak największego grona. Mają oni dzięki temu utrzymać większą motywację – dzięki lękowi przed publiczną porażką.
Ten sam mechanizm można zastosować w odchudzaniu. Jeśli ogłosisz, że jesteś na diecie, będzie Ci niezmiernie głupio iść za chwilę do maszyny z batonikami, więc jest większa szansa, że z tego zrezygnujesz.
Zdrowie jest „trendy”
Telewizja o tym mówi, prasa o tym mówi, internet o tym mówi. Zdrowie jest na topie. Sport jest na topie, zdrowe odżywianie jest na topie. Dbanie o swoje zdrowie to raczej powód do dumy niż niezręczna cicha tajemnica. Jeśli więc koledzy, którym zaproponowałeś bar sałatkowy, spojrzą na Ciebie z podejrzliwością, możesz zwyczajne podnieść głowę i powiedzieć: „Staram się trochę zdrowiej odżywiać. Jak jem takie lekkie rzeczy lepiej mi się potem biega. Po takich posiłkach wyrabiam lepszy czas na bieżni.”
Prawie każdy czuje, że powinien dbać o zdrowie. Nie ma się więc czego wstydzić. Co najwyżej inni mogą się czuć winni jedząc hamburgera, podczas gdy Ty wcinasz zieloną sałatkę grecką albo jakąś inną. Ba, może nawet następnego dnia przyłączą się do Ciebie. Każdy chce być trendy
Dlaczego może nie być warto się chwalić
Ekhem…
Spalanie się ze wstydu nie jest najprzyjemniejszą pod słońcem czynnością. Przyznając się do odchudzania automatycznie zwracasz uwagę innych na swój wygląd, czego zdecydowanie możesz nie lubić, szczególnie jeśli spodziewasz się z ich strony myśli w stylu: „No najwyższy czas…!”
Inną lekko niewygodą sytuacją, w jakiej możesz sie czasem znaleźć jest moment, gdy siedzisz przy stole ze znajomymi, a jakaś dobra duszyczka ze szczerą chęcią pomocy i wsparcia (w tym celuje moja Moja Miła), mówi coś w stylu: „Misiu, czy na pewno chcesz jeszcze tą dokładkę? To niedobre dla Twojej diety”. Tak tak… fajnie jest mieć wtedy na sobie wszystkie spojrzenia… Z drugiej strony, faktem jest, że tracę wtedy apetyt na dokładkę więc w sumie wychodzi mi to na dobre.
Przeciwnicy Twojej diety
Ja wprawdzie żadnego jeszcze nie spotkałem, ale założę się, że może zdarzyć się ktoś, kto jak tylko usłyszy, że jesteś na diecie, będzie chciał Cię z niej wyprowadzić. Może na przykład „zupełnie przypadkiem” przechodzić obok Ciebie często w pracy i mimochodem częstować Cię cukierkiem, albo sadzić niezręczne komentarze typu: „Jak tam, wciąż na sałatce i wodzie?”
Co ja robię?
U mnie w domu wszyscy wiedzą, że staram się dbać o zdrowie i zrzucić zbędny tłuszczyk. W pracy natomiast raczej się z tym nie obnoszę. Wszyscy przyzwyczaili się do moich nawyków żywieniowych i po prostu postrzegają mnie jako osobę zdrowo się odżywiającą, bez wchodzenia w szczegóły tego, czy jestem na diecie czy nie.
Co Wy na to?
Teraz czekam na Wasze opinie. Przyznajecie się do swoich diet czy nie? Komu? Co mówicie? Jakie są tego efekty?
Jeśli podobał Ci się ten post, podziel się nim na Wykop, Delicious albo na Flakerze. Będę wdzięczny :)
Wykop! Wrzuć na Flakera Dodaj do Delicious

9 października 2009 o 09:54
O tym, że się odchudzam wiedzą tylko moi rodzice i rodzeństwo. Współlokatorka z którą mieszkam(jestem na studiach) miała anoreksję, więc przy niej nic nie mówię o odchudzaniu plus jest taki, że Ona nie je słodyczy i ogólnie nie je bardzo dużo co sprawia, że ja nie buszuję ciągle w kuchni
Biegam i o tym wie i jedyny jej komentarz : chciało Ci się tak wcześnie wstać ? Ale mnie bieganie daje dużo satysfakcji i radości 


Moje dwie przyjaciółki nie wiedzą o tym, że się odchudzam, bo jestem pewna, że częściej chciałyby mnie wyciągać na imprezy i karmić bombami kalorycznymi i oczywiście oczekiwałyby natychmiastowego efektu, dlatego wolę wmawiać im że jem wszystko co popadnie, wymyślam, że jadłam słodycze, a kiedy mówią “chyba trochę schudłaś” odpowiadam, że to niemożliwe i że tylko im się wydaje
Często cierpie na zatrucie żołądka więc jak jestem u rodziny czy nie chce pić alkoholu to zawsze mówię, że znowu coś mnie bierze i wole tego nie jeść/ nie pić
To chyba wszystko. Uwielbiam wchodzić na Twoją stronę ! Pozdrawiam, Ola
9 października 2009 o 16:03
CZeść!
Po pierwsze chciałem pogratulować fajnej strony. Trafiłem tu wiosną, jak chciałem zacząć się odchudzać. Twoje artykuły bardzo mi pomogły. Zrzuciłem już 4 kilo z 12 których chce się pozbyć.
Co do mówienia – Ja nie mówie nikomu o swojej diecie. Mieszkam sam, więc gotuję sam, a kumplom jakoś głupio. Nie jestem jakiś strasznie gruby, żeby potrzeba odchudzania była aż tak widoczna (trochę tylko pyzaty się zrobiłem), więc po prostu zrzucam sobie po cichu. Jak na razie działa.
Pozdrawiam wszystkich i powodzenia!! Niech nam fałdy znikają.
9 października 2009 o 18:19
Ola, Krzysztofff
Dzięki za komentarze i pochwały. Naprawdę się staram, żeby ten blog był jak najlepszy.
Ola – co do rodziny, to ja stosuję podobną strategię. Moja najbliższ rodzina (rodzice, rodzeństwo) wiedzą o moich zmaganiach ale dalsza raczej nie. Nie ma szans, żeby babcie czy ciocie pozwoliły mi nie zjeść z powodu diety. Usłyszłabym tylko: “duży chłop musi być..” .Muszę się więc posiłkować innymi wymówkami.
Na razie, jak widzę, skłaniamy się ku zatrzymywaniu informacji o odchudzaniu dla siebie. Ciekaw jednak jestem czy są osoby, które ogłaszają szerzej swoje odchudzanie i ciekawe jakie mają rezultaty.
10 października 2009 o 22:30
Witam,
U mnie wiedzą chyba wszyscy, również w pracy. Ciężko byłoby to ukryć – nie chodzę jak wcześniej z innymi na obiady, tylko przynoszę ze sobą dietetyczne dania obiadowe; podgryzam czasem takie pyszności jak kalarepę
. Czasem (nie częściej niż raz w tygodniu) robię taki dzień płynny, czyli cały piję tylko płyny, różne koktaile oczyszczające (np. na bazie buraków), kefir, zupę, soki rozcieńczane z wodą. Generalnie wszyscy mi albo kibicują (kilka osób skomplementowało) alo się nie wypowiadają. Ironicznych uwag nie słyszałam – przynajmniej póki co. Co najmniej kilka osób w pracy też dba o linię, albo stara się zdrowo odzywiać, więc moja dieta nie wydaje się na tym tle jakimś dziwactwem. Poza tym – startowałam z wagi, przy której moje BMI sięgnęło 30, teraz wynosi 28, więc w takiej sytuacji odchudzanie się to nie jest (tylko) kwestia urody, ale przed wszystkim zdrowia, W takich sytuacjach akceptacja otoczenia jest, jak sądzę, bardziej naturalna niż w przypadku odchudzania się z BMI 22 na BMI 19.
to może ja się wypowiem jako osoba mająca za sobą dietetyczny “coming out”
Moja rodzina również przyjęła odchudzanie pozytywnie i jako, że spora jej część boryka się również z problemem nadmiaru rezerw energetycznych to jak najbardziej mi kibicują. Mama stara się podstawiać pod nos dietetyczne dania.
Mieszkam z moim chłopakiem, który ma rewelacyjną przemianę materii, a mój nadmiar rezerw chyba nigdy mu nie przeszkadzał, przynajmniej nidgy w sposób dla mnie odczuwalny. Moje przestawienie się na dietę oznacza również dla niego bardziej dietetyczne jedzenie, bo jak gotujemy to dla nas obojga to samo. Mimo to wspiera mnie, co staran się mu czasem wynagrodzic np. ugotowaniem budyniu. Przynajmniej wtedy cały dla niego:) Pozdrawiam serdecznie,
V.
11 października 2009 o 21:56
Venus,
Tak mi się właśnie wydawało, że ludzie mogą być pomocni w diecie jeśli się z nimi nią podzieli. Może sam powinienem być bardziej otwarty..
Cieszę się, że Ci się tak świetnie udaje i trzymam kciuki i powodzenia!!
14 października 2009 o 00:55
Hej;)
Ja jestem bardzo skryta. Nie sądzę, że ktoś mógłby udzielic mi wsparcia, ja go chyba nie potrzebuję, jestem nim sama dla siebie.
Lubię tu zaglądac, zawsze dowiem się czegoś ciekawego;)
31 października 2009 o 11:54
Ja tam wszystkim mówię, że się odchudzam
Zresztą, po utracie 11 kg stało się to widoczne (BMI z 24,1 -> 19,8).
Spotykałam się z różnymi reakcjami:
Rodzice: nie przesadzasz z tą dietą i ćwiczeniami?
Koleżanka1, ok. 100kg wagi: Przez tę dietę wychodzą ci włosy a bieganiem rozwalisz sobie stawy.
Koleżanka2, ok. 75 kg: Super! To może zaczniemy razem chodzić na siłownię? (chodzimy, biegamy, ćwiczymy – jest super) A ile kalorii dziś zjadłaś? (spowiadamy się sobie, motywujące)
Koleżanka3, ok. 65 kg, wysoka: Podziwiam cię… Ja bym nie miała takiej silnej woli…
Kolega, ok. 120 kg: Za chuda już jesteś, piersi już nie masz…
Bliski Kolega: Jesteś już taka drobniutka, że strach cię przytulić…
Jak widać, reakcje są przeróżne
Ale nie zauważyłam, aby ktokolwiek jakoś specjalnie się moją dietą przejmował – raczej jest na zasadzie “jak nie chcesz, to nie jedz”… Jedynie raz Bliskiemu Koledze zrobiło się “przykro”, jak zrobił dla mnie żeberka z zasmażaną kapustą (jedno z moich ulubionych dań), a ja twardo odmówiłam spożycia… Ale teraz już wie, że jak zrobi mi kotleciki z indyka i sałatkę z pomidorów, to wymiotę talerz do czysta
14 listopada 2009 o 13:23
Najgorsi są tacy co to mówią ci: człowieku po co sie odchudzasz, zrezygnuj z tej diety itp. przecież wyglądasz świetnie, wspaniale(!!) itd; i to może być ich podstępne, wywołane zazdrością działanie, gdyż po takich słowach zadowoleni ze swej “rewelacyjnej ” sylwetki idziemy do sklepiku po… ciasteczko:(((( Przyznam, że w zeszłym roku schudłam z 75 do 55 kg w przeciągu 4 m-cy (!!)w chwili obecnej dzieki podszeptom “życzliwych” przytyłam do 62!!
Inne “dobre dusze” to: mama babcia siostra czasem mąż, ktore mówią że ta dieta cie wykończy, zrujnuje ci zdrowie a co najgorsze wmawiają anoreksję!! więc żeby się nie czepiali zjadasz z ppokorną miną obiadek sobotni i i deserek niedzielny >>buuuu
31 grudnia 2009 o 21:05
W moim przypadku ważne są dwa czynniki: komu i kiedy.
Na początku nikomu ponieważ jak rozpoczynałem to toczyłem walkę głównie z samym sobą. Przy czym nie była to ciężka walka, gdyż wybrałem stopniowy, niektórzy powiedzieliby bardzo wolny, ale konsekwentny tryb dochodzenia do zmian.
Gdy już ten pierwszy etap był za mną czyli pojawiły się zdrowsze nawyki oraz co ważniejsze rezultaty (cm i kg pospadały) wtedy ani nie robiłem z tego tajemnicy, ani się tym specjalnie nie chwaliłem. Bliscy sami zaczęli zauważać zmiany mojego podejścia do wielu spraw (nagromadziła się już ich duża ilość), a i efekty trudne były do ukrycia
Dalsza rodzina… już za wiele pozytywnych efektów się pokazało, żebym specjalnie przejmował się ewentualnymi docinkami. Zresztą jeżeli tylko ma się wystarczająco dużo poczucia humoru to łatwo można sobie z nimi poradzić
2 lutego 2010 o 00:40
A ja, jak komu powiem, to automatycznie odchudzanie przestaje mi wychodzic. Musze sie odchudzac w sekrecie. Maz rzuca teksty: kochanego cialka nigdy nie za wiele, albo wytyka to co zjadlam. To mnie denerwuje i sprawia, ze wszystkiego mi sie odechciewa. Dodam, ze nie mam nadwagi – chce miec bardziej wcieta talie (gdzies znikla po urodzeniu dziecka) i pozbyc sie celulitu.
To jest naprawde dobry topic, czesto pomijany. Bardzo duzo zalezy wlasnie od tego, co, komu i kiedy sie powie. Przynajmniej w moim przypadku.
6 lutego 2010 o 10:34
Hej bardzo fajna stronka jestem na niej pierwszy raz w poszukiwaniu motywacji, ponieważ mam drugi dzień klęski.
Musze schudnąć jeszcze 11 kg, schudłam już 3:)Mnie o tyle łatwiej, że jestem jeszcze nastolatką, chociaż też nie jest lekko. Co do mówienia o diecie. Wie o niej moja rodzina, i jedna moja koleżanka no może dwie. Wcale nie jest mi łatwiej z tego powodu, że rodzice wiedzą, bo wcale nie ułatwiają mi życia a tata wręcz utrudnia mówiąc że tego nie potrzebuje;/;/ chociaż moje BMI mówi coś innego ….
Pozdrawiam