Bez ruchu ani rusz

Bez ruchu ani rusz

Ostatnio miałem trochę pracy na głowie i zapomniałem o całym świecie, ale wczoraj wieczorem usiadłem wygodnie na kanapie przed telewizorem i odsapnąłem z ulgą. Wariacki okres się skończył, więc czas na powrót do normy. I wtedy właśnie sobie uświadomiłem, że o czymś zapomniałem. A co z odchudzaniem? - spytałem sam siebie w myślach.

Czas sprawdzić jak się sprawy mają

No właśnie, trochę mi to z głowy wyleciało, zapomniałem o specjalnych przepisach i kupowaniu odpowiednich produktów, ale z zaskoczeniem stwierdziłem, że przecież ja już dawno nie trzymam się żadnej rozpiski, czy innego notesu, ponieważ wszystkie nawyki i przyzwyczajenia stały się dla mnie „codziennością”. Tyle razy stosowałem się do różnych porad i zasad oraz dzieliłem się nimi z Wami, że w końcu weszły mi w krew. Wam pewnie też już weszły w krew, a jeżeli nie, niedługo tak się stanie.

Wskoczyłem szybko na wagę, żeby zobaczyć, czy moja „codzienność” nie jest tylko i wyłącznie moim pobożnym życzeniem, ale okazało się, że nie. Waga wciąż taka sama od wielu miesięcy – ani nie rośnie, ani nie maleje.

No właśnie, ale tu pojawił się mały problem, bo dobrze by było, gdyby jeszcze trochę zmalała o te 3-4 kilogramy. Ale jak ja mam to zrobić? - znowu zadałem pytanie samemu sobie, tym razem na głos. Przydałoby się zgubić jeszcze trochę tłuszczyku, a pozostałą część zbić trochę w mięśnie, chociaż trochę ;)

Bez ruchu ani rusz

I wtedy sobie przypomniałem, przecież jest coś takiego jak ćwiczenia, sama dieta w końcu przestaje wystarczać. Tym bardziej, że jest lato i można wyjść na rower, na rolki albo chociaż pospacerować wkoło osiedla. Dlatego dzisiaj po pracy wsiadam na rower i zamierzam jeździć na nim przynajmniej do jesieni. Może też pożyczę deskę longboardową od kolegi i nauczę się na niej jeździć – to przecież też trochę ruchu i dobra odskocznia od roweru raz na jakiś czas.

Dzisiaj rano znowu o tej aktywności fizycznej sobie gdybałem i przypomniałem sobie, że zanim zaczął się ten wariacki okres w moim życiu zawodowym, obiecałem sobie, że wreszcie zapiszę się na siłownię. Ale teraz myślę, że siłownia może poczekać do jesieni kiedy pogoda znowu będzie nasza, polska, szaro-bura. A teraz, póki chociaż trochę udaje pogodę z ciepłych krajów zamierzam cieszyć się nią i korzystać z roweru, deski, chodzić na spacery ze znajomymi i ewentualnie w domu trochę poćwiczę z hantlami.

Kolejny rok z rzędu nie udało mi się mieć budowy herosa na lato, ale przynajmniej nie wstydzę się już ściągnąć koszulki na plaży, a to daje mi tylko dalszą motywację do starania się o siebie. A skoro sama dieta już wydaje się nic nie zmieniać, to zaczynam poważnie przykładać się do ćwiczeń – na razie powoli, od roweru, pompek i hantli, ale regularnie i do przodu. Dam znać jak mi idzie. A jak idzie Wam?

Komentarze

A ja duuużo chodzę, trochę biegam, duuuuuużo jeżdżę na rowerze, a jutro rano ruszam po raz pierwszy z nowymi kijkami nordic walking.  Idzie mi bardzo dobrze :)

Niestety, bez właściwej diety nawet duża dawka ruchu nie pomaga utrzymać sylwetki. W zeszłym roku zdobyłam wymarzoną sylwetkę , zrzuciłam spory nadbagaż, i wreszcie powoli zaczęłam włączać do diety różne takie składniki, które raczej nie są polecane, ale wszechobecne w naszym otoczeniu. Kto słyszał o wakacjach bez lodów, piwa? Pozwoliłam sobie, a potem jakoś nie potrafiłam wrócić do ścisłej diety. I mimo intensywnych ćwiczeń na siłowni, bieganiu, mimo jazdy na rowerze waga powoli ale systematycznie rosła. Odkryłam straszną prawdę: kto raz się odchudził  musi pilnować diety przez całe życie- nigdy nie będzie mógł bezkarnie wrócić do starego trybu życia.

Nie stosuję niczego co ma w nazwie "dieta" - organicznie mnie to odrzuca, natomiast w celu zrealizowania potrzeb zmieniłem nawyki. Polubiłem to co zdrowe (oczywiście nie wszystko ;), skorygowałem ilości tego co mniej zdrowe i znacząco zmieniłem czas wchłaniania pokarmów. Generalnie jem to co lubię w ilościach, które rok temu wydawały mi się za skromne - teraz wystarczają ;) Jak mam ochotę to wypiję piwko lub zjem loda, a nawet czasem (bardzo czasem) jakiegoś kebaba lub innego śmiecia. Zamiast wyrzutów sumienia - bo w sumie dlaczego miałbym je mieć - jak mam ochotę (a mam ją nadspodziewanie często) to idę się poruszać - pobiegać lub pomęczyć się na siłowni. Jeszcze mniej niż 3 kg i według BMI będę szczupły/chudy, choć ważniejsze dla mnie jest dużo lepsze samopoczucie i to, że po przebiegnięciu 10 km wracam zadowolony na własnych nogach, a nie w karetce ;)) I jeszcze jedno: na chwilę obecną nie boję się JOJO - no chyba, że mnie przybiją gwoździami do krzesła, zabiorą buty do biegania i będą karmić "śmieciowym jedzonkiem" ;)))

nie ma rzeczy niemożliwych - są tylko mniej lub bardziej prawdopodobne

duonie przynajmniej od 4 tygodni. No ale teraz wracam na dobra dore. Co do jedzenia to masakra, znam kazda diete, probowalam sobie robic plany na tydzien i nic. Dlatego jem 3 razy na dzien: sniadanie: chleb, jajecznica i jakis owoc, obiad do 14:30- ziemniaki, ciemny makaron, jasny makaron albo moja ukochana kasza, sosik z sera bialego (moj ulubiony) i jakies warzywa. Albo zupa- teraz kroluje u mnie pomidorowa wedlug mojego przepisu. O 18 pije 0.5 L kefiru albo maslanki i to wszystko. Jesli chce cos slodkiego to do 12, pozniej nie. nie licze kalori, bo mam tego dosc. Nie spisuje rzeczy, ktore jem, bo to u mnie nie dziala. Sport- biegam, ale tym razem co drugi dzien. Nie wiem ile, ale ostatnio odkrylam bieznie, wiec bede wiedziala. Nie wazne ile, wazne, ze 30 min. Do tego zaczynam 100 pompek, codziennie 20 min hula hop i jakis sport w klubie- co bedzie mi pasowalo. Aaa i codziennie cwiczenia na plecy (w tym od razu na rece i klatke piersiowa), bo siedze na kompie caly dzien i nalezy sie im. Jak szybko chudne jest mi obojetne, byle by po trochu do przodu. 

Kocham slodkosci, ale mam na nie rzadko ochote. Moj problem to chleb. Nie lubie rzeczy gotowych, dlatego sama gotuje. chemia nie jest mile widziana. Co do wakacji z lodami. to sama je sobie robie, bo wiem co tam jest. jesli ide do kawiarni to zamawiam gora 2 galki i robie to bardzo rzadko. Zasada: jesli jestem z kolezanka na "kawce" to zamawiam, sama nie. No i zasada nr.2: nie pol tortu wcisnac, co potrafie a na kawalku poprzestac. jak ide do kawiarni, to pijem wczesniej kefir. Zreszta malojest kawiarni, co maja dobre ciasta: wsystkie maja je mrozone. 

I nie mam wyrzutow sumienia, jesli zgrzesze, tak jak ostatnie 4 tygodnie. Stalo sie i zamartwianie nic mi nie da, wiec nie mysle o tym, nie chce tego szybko nadrobic, tylko ide dalej. Napewno przytylam od siedzenia przed kompem. zobaczymy za tydien, jak sie zwaze. 

Witam wszystkich super żę powstał ten blog insiruje i motywuje do odchudzania jakies  nie całe 3 tygodnie temu wziołem sie za siebie na serio wczesniej roznie z tym bywalo waga wyjsciowa 118 kg przy wzroscie 175 kg bylem kaleka bylem nadal jestem nie napisze ze wciagu tych 3 tygodni schudlem 20kg bo bym sklamal :-) ale juz waga oscyluje w granicach 112 kg jestem z siebie dumny zmienilem racjonalnie zywienie nie jem malo ale jak kiedys nie najadalem sie 4 kanapkami teraz po tym czasie zjadam jedna i nie czuje glodu tak do nastepnego posilku zaczolem biegac wedlug planu zawartego na tutejszej stronie i uwierzcie i przebiegniecie 2 min graniczylo z za dyszka jak o u dziadka 80 letniego a mam dopiero 25 lat  po tych nie calyh 3 ygodniach biegne 3 -4 minuty i ciągle i malo! jest super widze znaczna poprawe jezeli chodzi o wydolnosc marzy mi sie wejscie w nowy rok z waga poniezej 100 kg bylo by to jak spelnienie marzen co roku w sylwestra obiecywalem sobie ze do wakacji schudne bede szczuply i wresce uzyje lata ale niestety i sie to nie udawalo az do teraz jestem zmotywowany przyzwyczajam sie do zdrowego trybu zycie i wiecie co ? BARDZO MI SIE TO PODOBA!!!! Trzymam kciuki za wszystkich odchudzajacych sie bo sam wiem ze jest to ciezka walka ze soba, pamietajcie gdzies kiedys przeczytalem  przyjemnosc jedzenia trwa chwile czytaj kebaby itp a walka z kilogramami dluuuga i bardzoo meczaca POZDRAWIAM BARTEK GRUBAS NA DIECIE OD 3 TYGODNI :-)

W takim razie życzymy powodzenia i trzymamy kciuki. Bartek pamiętaj, że na początku zdarzą Ci się potknięcia i niepowodzenia - nie rezygnuj wtedy z odchudzania, nie zniechęcaj się i dalej pilnuj diety. Jeśli się postarasz to na pewno zobaczysz sporą różnicę pod koniec roku :) 

Trzymaj Bartek tak dalej, ale pamiętaj o jednej, wg mnie bardzo ważnej, sprawie: dużym jeżeli nie największym błędem osób, które wybrały odchudzanie przez "wypalanie"  jest dokręcanie śruby i bieganie/ćwiczenie do bólu - 5-7 razy w tygodniu z biciem rekordów co drugi dzień. Dla każdego organizmu, a zwłaszcza tego nadmiernie obciążonego, który musi codziennie zmagać się z podnoszeniem ciężarów ważny jest "zrównoważony rozwój". Trzeba słuchać swojego organizmu i codziennie obserwować zmiany jakie w nim zachodzą. Odpoczynek i regeneracja są bardzo ważnym elementem w ewolucyjnym (nie rewolucyjnym!) procesie zmian. Oczywiście trzeba odróżniać zmęczenie i wymóg regeneracji organizmu od podświadomego lenistwa. Pamiętaj aby nie przeginać, bo zagrożeniem dla twojego sukcesu może być nie chwila słabości w postaci porcji tortu lub hamburgera, ale kontuzja która cię uziemi na kilka tygodni, zniechęci do ruchu no i  w tym czasie zaczniesz znowu zajadać/podjadać/dawać sobie chwilę zadowolenia.....

Rozpocząłeś maraton, do mety masz jeszcze daleko, ale zrób to z głową a na koniec będzie zasłużone uczucie dumy i zadowolenia ;)

nie ma rzeczy niemożliwych - są tylko mniej lub bardziej prawdopodobne

ruch jest ważny, ale sam ruch to może być za mało. ruch - nie jeść syfu i brać acetomale i figura wraca do normy. spraaaaaawdzone :)

Z CAŁEGO SERCA polecam Mgr Igora Mieńkowskiego.

Genialny trener, naprawdę. Przez wiele lat walczyłam z nadwagą i błędnie myślałam, że sama sobie poradzę. W końcu, po kolejnej nieudanej próbie, znajomi polecili mi Igora i szczerze mówiąc, na początku byłam sceptycznie nastawiona. Jednak już po kilku miesiącach nie tylko zrzuciłam zbędne kilogramy, ale widzę już ładny zarys mięśni (także na brzuchu, na którym nie tak dawno były same fałdy tłuszczu).
Zajął się nie tylko moim treningiem, ale też indywidualnie dobrał mi dietę i suplementację, a to wszystko za niewielką cenę. Więcej wydawałam na przypadkowe suplementy znajdowane w internecie (podobno skuteczne), po których moja waga nawet nie drgnęła, więc w sumie wyszłam na plus :)
Dodam jeszcze, że jest to osoba, która nie obiecuje cudów typu zrzucenie 20 kg w kilka dni, ale która w pełni profesjonalnie i z szacunkiem podejdzie do klienta. W dodatku wszystko (trening, dietę, suplementy) dobierze indywidualnie, udzieli cennych rad i wskazówek.

Jeśli jesteś zainteresowany albo wciąż masz wątpliwości, wszystkie informacje znajdziesz na jego stronie internetowej :)

Adres jego strony to www.igortreneronline.pl

 

Z CAŁEGO SERCA polecam Mgr Igora Mieńkowskiego.

Genialny trener, naprawdę. Przez wiele lat walczyłam z nadwagą i błędnie myślałam, że sama sobie poradzę. W końcu, po kolejnej nieudanej próbie, znajomi polecili mi Igora i szczerze mówiąc, na początku byłam sceptycznie nastawiona. Jednak już po kilku miesiącach nie tylko zrzuciłam zbędne kilogramy, ale widzę już ładny zarys mięśni (także na brzuchu, na którym nie tak dawno były same fałdy tłuszczu).
Zajął się nie tylko moim treningiem, ale też indywidualnie dobrał mi dietę i suplementację, a to wszystko za niewielką cenę. Więcej wydawałam na przypadkowe suplementy znajdowane w internecie (podobno skuteczne), po których moja waga nawet nie drgnęła, więc w sumie wyszłam na plus :)
Dodam jeszcze, że jest to osoba, która nie obiecuje cudów typu zrzucenie 20 kg w kilka dni, ale która w pełni profesjonalnie i z szacunkiem podejdzie do klienta. W dodatku wszystko (trening, dietę, suplementy) dobierze indywidualnie, udzieli cennych rad i wskazówek.

Jeśli jesteś zainteresowany albo wciąż masz wątpliwości, wszystkie informacje znajdziesz na jego stronie internetowej :)

Adres jego strony to www.igortreneronline.pl

 

Komentuj

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.